wtorek, 25 listopada 2014

4. Nie zakochaj się

Nie poruszałam się patrząc w jej roziskrzone oczy. Były ni to szare ni zielone, ale lśniły takim szelmowskim blaskiem.
-Nie wiem co ja sobie myślałam! - złapała się za głowę. - Co roku było mnóstwo ciach, a ja co roku widziałam tylko Moratę! A teraz go nie ma i masz!
-Unice... - wzięłam głębszy oddech. - Ten pocałunek, to coś dla ciebie znaczyło? - blondynka prychnęła z pogardą i podskoczyła.
-Tak, znaczyło tyle, że jestem idiotką!
-Czemu mi to mówisz? - nie mogłam tego pojąć. - Przecież jesteśmy zaledwie koleżankami, kumplujesz się z Ramosem.
-Bo on na mnie nakrzyczy - jęknęła. - Nie mogę powiedzieć o tym Ally'emu. Trzeba natychmiast to zakończyć - mówiła do siebie. - Idziemy! - zerwała się nagle.
-Gdzie? - chwyciłam torebkę i nie zastanawiając się bardzo ruszyłam za nią.
-Gnojek! - warknęła i wyjęła kluczyki do białego Audi zaparkowanego na chodniku. - Morata mi pożyczył - wzruszyła ramionami i wsiadłyśmy do środka. - Fajna koszula - uśmiechnęła się delikatnie i włączyła się do ruchu.
-Po weekendzie imprezy nie miałam w czym iść do pracy - mruknęłam.
-Wiem. Isco mało autobusu nie rozniósł tak przeżywał, że musi z Bartrą, Sarabią i Vazquezem chociaż piwo wypić - roześmiała się i wtedy zadzwonił jej telefon. Nacisnęła zieloną słuchawkę i włączyła głośnik. - Morata, prowadzę!
~To ostrożnie, żebyś tego Audi nie rozniosła! Jest w leasingu! - zawołał Alvaro Morata. Były piłkarz Realu Madryt, obecnie Juventusu Turyn. Z plotek, które przyniósł mi Isco, Unice od sierpnia twierdzi, że przenosi się do Turynu, a jedyne co robi w tym kierunku to uczy się włoskiego. Nawet teraz z głośników sączyła się muzyka i ktoś coś śpiewał w tym języku.
-Stać było cię na kupienie mieszkania to i auto sobie kupisz - warknęła.
Alvaro rok temu kupił mieszkanie w centrum Madrytu bez konsultacji ze swoją dziewczyną. Tak się wściekła, że podjął taką decyzję bez niej, że w ramach prostestu się tam nie wprowadziła. Do dziś mu to wypomina. Po wyprowadzce Moraty do Włoch w ogromnym i wypasionym apartamencie mieszka Jese, Asier i Isco. Za wynajem płacą grosze co miało być chyba zemstą Moraty na Unice.
~Torres - westchnął.
-Potrzebujesz czegoś? Bo właśnie wracam z Valdebebas i jest ze mną Veerle Aregall.
~Cześć, Veerle - przywitał się.
-Hej, Ally - uśmiechnęłam się.
~Chyba musisz być dziś w gorszej formie, że zdecydowałaś się powierzyć swoje życie Unice za kierownicą - wypalił.
Blondynka spojrzała na mnie z diabelskim błyskiem w oku i zacisnęła usta.
-Jedziemy wieczorem na imprezę. Z tego co wiem ma być sporo ciach z Atletico i Getafe. Może coś wyrwę i się odstresuję w jakimś kiblu - odparowała mu. Ramos mi opowiadał, że ona taka jest. Plecie bez zastanowienia i jest to szalenie zabawne. Jednak jest ogromna różnica słyszeć o tym od kogoś i słyszeć to na własne uszy.
~Boże... - sapnął. Unice jakby się zreflektowała.
-Spakuję się szybko i jadę na lotnisko. Bedę u ciebie przed północą - powiedziała spokojnie. 
~Wzięłaś wolne?
-Tak, chcę spędzić z tobą trochę więcej czasu niż marne parę godzin, bo masz trening, mecz, a ja nagrania albo coś innego.
~Na ile?
-Kilka dni. Kończę, do zobaczenia.
~Pa, skarbie - rozłączył się, a ona ciężko westchnęła.
-Wszystko dobrze? - zatroskałam się.
-Kocham Madryt, wychowałam się tu i tu chciałam żyć do końca swoich dni. No, ale Moratę wezwał zew przygody! - fuknęła. - Nie potrafię tego wszystkiego rzucić, ale muszę. Mam miesięczny urlop. Mourinho załatwił mi pracę w Interze, ale Morata pewnie dostanie szału jak się dowie, że miałabym codziennie pokonywać około 280 kilometrów samochodem. A Juve nie ma dla mnie posady. 
-A z drugiej strony ile można mieszkać tak daleko od siebie - mruknęłam.
-Dokładnie! Zwłaszcza, że dawniej widywaliśmy się kilka razy dziennie. A teraz widać co wyprawiam bez niego. Mózg straciłam! Całować się z Jamesem, który ma żonę i córkę! - jęknęła.
Poczułam jak wibruje mi telefon, więc szybko wygrzebałam go z torebki.
Vazquez: Zapraszam na kolację :)
Veerle: Hm :P
Vazquez: O 20?
Veerle: Chętnie.
Vazquez: Podaj adres, gdzie mam się po ciebie stawić.
Veerle: Już wysyłam :)
-Czego się śmiejesz? - spytała Unice.
-Umówiłam się na kolację.
-Kolację? - zaciekawiła się.
-Mam ochotę też na śniadanie - uśmiechnęłam się delikatnie. Byłam zorganizowana, pracowita, ale lubiłam dobrą zabawę. Nigdy nie byłam osobą pokorną i grzeczną. Miałam hiszpański temperament, a po zawodach miłosnych nie szukałam chłopaka. Tylko przyjaciela na noc. Moi bracia nie mieli o tym pojęcia, dzięki temu spali lepiej.
-Vazquez to ciacho - powiedziała nagle Unice.
-Zajmij się Moratą - mruknęłam.
-Gdyby nie Morata już dawno zaliczyłabym Vazqueza.
-Zaliczyłabyś - prychnęłam.
-No - zerknęła na mnie. - Masz rację, tylko tak paplam. Morata to cały mój świat, jedyny.
-Oby tak zostało, Torres. Przekonaj go o tym - uśmiechnęłam się do niej.
-Może do mnie przyjedziesz, Aregall? Gdy będę w Turynie? I przywieziesz mi trochę madryckiego powietrza?
-Jak? W słoiku? - zadrwiłam.
-Wezmę - pokiwała głową z poważną miną. Boże, z kim ja się zadaję?


Wyszykowałam się, pomalowałam paznokcie moją najnowszą miłością (Essie, After Schoolboy Blazer) i punktualnie o dwudziestej zadzwonił domofon.
Wcisnęłam przycisk i cierpliwie czekałam aż mój gość wjedzie na górę. Szczęśliwie moich współlokatorów nie było. Miałam ich coraz częściej dość. Chyba czas najwyższy spakować zabawki i zmienić piaskownicę. 
Zadźwięczał dzwonek do drzwi, więc wstałam z krzesła przy biurku i poszłam otworzyć. Rozpuściłam włosy, które ułożyłam w delikatne fale. Na sobie miałam czarną sukienkę ze sporym dekoltem i czarne szpilki. W ręku trzymałam małą kopertówkę.
-Hej - przywitał się Vazquez, gdy mu otworzyłam.
-Cześć - cmoknęliśmy się w policzki. Ubrał się elegancko, miał na sobie czarne spodnie i białą koszulę. W ręku trzymał bukiet niebieskich róż. Zaskoczył mnie to mało powiedziane. Kocham kolor niebieski, ale nie sądzę, żeby moi bracia o tym widzieli. Skąd, więc on wiedział?
-To dla ciebie - wręczył mi bukiet.
-Dziękuję - uśmiechnęłam się. - Wspaniały kolor! - Poszłam do kuchni, żeby wstawić kwiaty do wazonu.
-Też mi się spodobały i tak liczyłem, że będziesz zadowolona - odparł.
-Bardzo, dziękuję - postawiłam wazon na biurku w swoim pokoju i pocałowałam go w policzek.
-Chodźmy - wziął mnie za rękę i wyszliśmy. Zabrał mnie do jednej z lepszych restauracji w mieście. Do tej pory sądziłam, że tylko z Ronaldo będę mogła tu jadać, a tu takie zaskoczenie. Kolejne w ciągu niespełna godziny.
Złożyliśmy zamówienie wesoło gawędząc. Mój telefon wibrował co chwilę, to Unice zadręczała mnie pytaniami. Przysięgam, że jak spotkam ją po raz kolejny to dostanie ode mnie w łeb. Nie przeszkadzam jej, gdy wije się pod Moratą!
Kolacja dobiegła końca i jakoś się nie zanosiło, że zjem z nim śniadanie. Trzeba było włączyć swój czar. Od razu zaznaczam, że pomimo tego, że nie chcę chłopaka i mam potrzeby, rzadko decyduję się na takie ekscesy jak właśnie zamierzam. Wbrew pozorom rozczarowania w miłości bardzo zniechęciły mnie do wszystkiego co ma związek z płcią przeciwną. Całowanie się z chłopakami na dyskotekach to jednak zupełnie inna bajka niż pójście z nimi do łóżka. 
Pochyliłam się nad stolikiem co znacznie wyeksponowało mój i tak widoczny biust. Siedzący naprzeciwko Alvaro opowiadał mi coś dalej i mimowolnie jego wzrok z moich oczu powędrował mu niżej. Nie zgubił się w swojej opowieści, ale też pochylił się do mnie. Był bardzo blisko, więc pogłaskałam go palcem po policzku, na co on się uśmiechnął.
Patrząc w jego oczy próbowałam mu w myślach powiedzieć, że nie będzie z tego miłości. Nie wiem czy zrozumiał, ale założył mi kosmyk za ucho i pocałował delikatnie. Oddałam pocałunek, potem następny i kolejny. 
Podobał mi się, pociągał mnie fizycznie i bardzo go lubiłam. To dużo jak na mnie jeśli chodzi o faceta. Bardzo dużo.
-Mam w mieszkaniu dobre wino, może skusisz się na lampkę? - spytałam. Moi współlokatorzy poszli gdzieś na imprezę i mieli wrócić dopiero jutro rano albo po południu. Idealnie.
-Chętnie - pokiwał głową. Zapłacił rachunek i wyszliśmy. Całą noc pił wodę, więc teraz spokojnie mogłam usiąść obok niego i pozwolić mu prowadzić. I oto pojawił się kolejny plus do jego listy: był odpowiedzialny. Taka nietypowa cecha, zwłaszcza patrząc na jego kolegów.
W moim mieszkaniu jak się spodziewałam nie było nikogo. Alvaro otworzył podane przeze mnie wino i nalał do kieliszków. Położyłam się na swoim łóżku, zrzucając z nóg buty i uśmiechnęłam się.
-Chodź, Katalończyku - poklepałam miejsce obok siebie.
-A ty nie jesteś Katalonką? - położył się obok mnie. - Masz rodzinę niedaleko Tarragony, to chyba mówi samo za siebie.
-Mój rodowód i tak jest skomplikowany, po co to jeszcze dodawać, że jestem Katalonką - uśmiechnęłam się. - Moja mama urodziła się w Niemczech, wychowała i w Polsce i w Niemczech. Studiowała w Londynie i Warszawie, a poślubiła Hiszpana, z którym zamieszkała w Holandii. Do tego jej ojciec, a mój dziadek to Holender. A babcia, czyli jej mama, to Niemka urodzona w Warszawie. Tylko z ojcem jest prosto, to Hiszpan.
-Katalończyk?
-Tak, ale ja nie czuję się Katalonką. Podoba mi się obecny wygląd Hiszpanii i nie chciałabym, żeby to się zmieniało. Tylko nikomu nie mów - roześmiałam się. 
-Przesiąkłaś Realem i Madrytem, dlatego jesteś Hiszpanką - pokiwał głową.
-Madryt to miasto w którym mieszkam najdłużej i jestem tego świadoma. Dłużej była tylko Tarragona, ale byłam mała.
-Hiszpanka... - mruknął.
-Z holenderskim paszportem - powiedziałam cicho. Spojrzał na mnie zdziwiony a ja roześmiałam się wesoło. - Urodziłam się w Hadze, mam podwójne obywatelstwo.
-Nieźle - pokiwał głową. Objęłam go ręką za szyję i przyciągnęłam do siebie. Pocałowaliśmy się. Jego dłoń znalazła się na mojej tali, druga rozsuwała zamek sukienki. Moje palce szybko poradziły sobie z guzikami jego koszuli. Zsunęłam ją z jego muskularnych ramion i pozwoliłam by pozbył się mojej sukienki. Zostałam w bardzo skąpej bieliźnie. Oczy mu pociemniały z podniecenia i zrobiło się wokół nas bardzo duszno. Powietrze niemal drżało z napięcia. Przesunęłam paznokciami po jego torsie i zatrzymałam się przy skórzanym pasku. Wpił się w moje usta pozbawiając mnie stanika. Przeniósł gorące wargi na moje piersi, brzuch i uda. Chwilę potem zostałam naga, a Alvaro szybko pozbył się swojego ubrania. 
Gdy znalazł się we mnie jęknęłam. Wiedząc, że jesteśmy sami w mieszkaniu mogłam wydawać z siebie takie dźwięki na jakie tylko miałam ochotę.
I wydawałam.
To co ze mną robił, tego nie da opisać się słowami. Najlepszy seks w moim życiu, nie żałowałam ani przez chwilę.


Po wszystkim leżałam na jego piersi wodząc palcem po jego torsie. Alvaro obejmował mnie ramieniem mrucząc z zadowolenia niczym kot.
-Alvarito - uniosłam się na łokciu i spojrzałam mu w oczy. - Ani słowa moim braciom, jak to dojdzie do Marca to nie wiem jak zareaguje.
-Nie boję się go - wziął w dłoń moją rękę i ją ucałował.
-Ale ja tak - cmoknęłam go w usta. - Jesteśmy dorośli... - urwałam i wzięłam oddech. Jakoś w myślach było mi to łatwiej powiedzieć.
-Tak, jesteśmy - pokiwał głową patrząc na mnie podejrzliwie.
-Jesteś fajnym chłopakiem, bardzo cię lubię, ale mam prośbę...
-Jaką?
-Proszę, nie zakochaj się we mnie, Alvarito.




Przepraszam, że tak długo nic nie dodałam! Nie miałam czasu dokończyć notki. Mam nadzieję jednak, że mi wybaczycie. Specjalnie po to, żeby nieco się zrehabilitować w Waszych oczach, opisałam co nieco, chociaż pierwotnie miałam tego nie robić.

Mam pomysł na to co będzie dalej i mówiąc szczerze, pierwszy raz będę mieć taką... wolną (to chyba najlepsze słowo) bohaterkę.

Spokojnie, o ile nic mi się nie poprzestawia w głowie, powinno skończyć się happy enedem :D

Pozdrawiam, Vinga!

W razie co, jestem na gg - 144866 ;)

wtorek, 11 listopada 2014

3. Nieoczekiwane wyznanie

Cristiano Ronaldo siedział na fotelu w swoim salonie. Ze szklanką soku pomarańczowego w lewym ręku, telefonem w prawej i lizakiem w ustach spoglądał na zachód słońca. Był zamyślony. I zaniepokojony. W sumie nie mógł zdecydować, które uczucie przeważało.
Właśnie skończył oglądać zdjęcia, które jego znajomi wrzucali na facebooka, instagram i twitter przez weekend. Wcale go nie zaskoczyło, że Isco balował. Trochę się zdziwił, że towarzyszył mu Bartra. Widok Veerle z nimi nie był niczym szokującym. Vazquez i Veerle na jednej fotografii i to jeszcze tulący się do siebie... To było coś.
Radosną Hiszpankę poznał jeszcze w Manchesterze. Chociaż wtedy machała mu przed nosem Holenderskim paszportem. Miała piętnaście lat i nie odstępowała na krok Wojtka Szczęsnego, który przyleciał z Arsenalem na mecz z MU. Robiła zadziwiająco dobre zdjęcia jak na takiego smarkacza.
Polubili się, a Cris szybko jej zaufał. Nigdy nie nadużyła tego zaufania. Była wierna i lojalna jak mało kto. Dlatego teraz Ronaldo tak się zmartwił.
Nie znał Vazqueza zbyt dobrze, kilka razy go spotkał. Jednak wcale nie musiał go znać, żeby słyszeć o nim to i owo.
Alvaro był lubiany, ale przez to miał wiele koleżanek. Nie trudno się domyślić, że chętnie z tego korzystał. O tym ile takich "koleżanek" mogło się przewinąć przez jego łóżko doskonale wiedział sam Cristiano. Nigdy nikomu nie przyznał się do tego ile zaliczył. W sumie Irinie bałby się tego powiedzieć. Pewnie by go zabiła.
Skierował wzrok na telefon i szybko wystukał wiadomość.

Nadal wpatrywałam się w Vazqueza i nic nie powiedziałam, gdy odezwał się mój telefon.
-Sekundka - uśmiechnęłam się i przeczytałam sms.
Cristiano: Serio?
Veerle: Co serio?
Puściłam oczko do Vazqueza i poszłam do łazienki. Usiadłam na sedesie i czekałam na odpowiedź.
Cristiano: Vazquez?
Veerle: Nie rozumiem o co ci chodzi...
Cristiano: W sumie to spełnienie Twoich marzeń.
Veerle: Więc o co Ci chodzi? Wiesz jak chciałam, żeby zobaczył we mnie kogoś więcej.
Cristiano: Martwię się tylko, Veerlita.
Veerle: Nie masz o co ;)
Cristiano: Jestem pełen niepokoju.
Veerle: Lepiej sprawdź czy nie masz gorączki skoro używasz takich słów :P
Cristiano: Małpa

Wróciłam do salonu i zajęłam dawne miejsce.
-Pod warunkiem, że zawieziesz mnie jutro na sesję - przejechałam palcem po jego ramieniu odpowiadając na zadane przez niego pytanie, czy nie spędzę u niego kolejnej nocy.
-Zgoda - uśmiechnął się.
-I mnie? - wyszczerzył zęby Isco.
-A ciebie co? - zerknął na niego.
-Tylko ona może tu nocować? - prychnął.
-Wszyscy tu zostańcie - zdecydował Sarabia. - Tylko ja śpię na swoim łóżku - wstał i poszedł do swojego pokoju.
Skończył się jeden film, potem drugi, trzeci... Alvaro cały czas siedział przy mnie, obejmując mnie ramieniem. Z czasem pozycje się zmieniały, a to ja miałam głowę na jego kolanach, a to on na moich. Gdy już przysypiałam usłyszałam niedaleko szept Bartry.
-Pożycz sypialnię, błagam! Przecież ty z Veerle i tak tylko tam śpicie. Bądź kumpel!
-Idź - westchnął. 
-Tylko obudź mnie przed 8! 
-Mnie też - szepnęłam, gdy Marc i jego koleżanka już zniknęli.
-Chciałbym spać dziś na normalnym łóżku - zaskomlał Isco z fotela.
-Zawsze możesz wrócić do siebie - szepnęłam.
-Nie chce mi się, ale wiesz codziennie drżę ze strachu, że Unice Torres jednak postanowi zamieszkać w mieszkaniu Moraty i trafię na bruk - jęknął.
-Jak to? - zdziwił się Alvaro.
-Morata kupił mieszkanie rok temu, żeby mieszkać w nim z Unice, ale Unice jest nieprzewidywalna. Zamiast się ucieszyć, że zamieszka ze swoim facetem to go opieprzyła, że po pierwsze nie raczył tego z nią skonsultować, a po drugie nie dał się jej dołożyć. Wprowadził się więc Jese, a potem Asier. A jak Ally podpisał kontrakt z Juventusem to ja zająłem jego pokój. Tylko który z nas ma wiedzieć czy  Unice nie odbije i nie wywali nas za drzwi? Chociażby po to, żeby zrobić Moracie na złość? - westchnął ciężko.- Ach, jak tęsknię za łóżkiem - wrócił do dawnej śpiewki.
-Nie licz na to, że Sarabia cię przygarnie - pokręcił głową Alvaro.
-Macie przecież jeszcze jeden pusty pokój!
-Nie jest pusty, to pokój Irmy, która spędza weekend u rodziców w Sewilli. Nie radzę ci, znajdzie cię i zamorduje na miejscu - wstał, a ja usiadłam na drugim fotelu.
-Poważnie? - sapnął.
-Tak - kiwnął głową i zaczął rozkładać kanapę. Do tej pory był to typowy narożnik. Dlatego Bartra i Isco tak zgodnie tu spali. No, byli też pijani.
Vazquez teraz zrobił z tego zwykłe łóżko, ułożył poduszki i koc.
-Mogę? - szepnął Isco.
-Fotel też się rozkłada - westchnął Alvaro i kopnął coś. Isco pisnął i znalazł się w pozycji leżącej.
-Bajer! - ucieszył się i nakrył kocem po same czoło. - Dobranoc!
-Branoc - odpowiedziałam i wsunęłam się pod puszysty koc na kanapie. Zdjęłam z siebie spodnie i bluzę. Alvaro po chwili ułożył się obok mnie. Objął mnie w pasie i zasnęliśmy.


Alvaro spał. Słyszałam jak miarowo oddychał.
Ten weekend był jednym z najpiękniejszych w moim życiu. Wiedziałam jednak, że gdy wstaniemy w poniedziałek rano bajka się skończy. Przecież to byłoby za proste, za łatwe.


Zaspaliśmy. Miałam z Isco sesję i zaspaliśmy! 
Zerwałam się z łóżka jak oparzona i zaczęłam rozglądać za swoimi ciuchami, ale oczywiście ich nie było. Bez pukania wpadłam do sypialni Vazqueza, założyłam spodnie i mój wzrok spoczął na białej koszuli Alvaro. No trudno, swojej podkoszulki nie mogę już założyć. Ubrałam się w jego ciuch, na to czarna ramoneska, szpilki, okulary, bo słońce wyjątkowo mi przeszkadzało, zegarek, torebka i mogłam iść.
Isco nie! 
Bo skacowany Isco wyłaniał się z pokoju skacowanego Sarabii! 
Za nimi wychodził Vazquez w ręku trzymając pustą butelkę po tequili! 
-Francisco! - warknęłam.
-Pomalują mnie, nie? - zaskrzypiał.
-Już ja ci zrobię taki makijaż! - ruszyłam w jego kierunku, ale Vazquez zastąpił mi drogę.
-Do samochodu - zakomunikował. - Ładna koszula - uśmiechnął się.
-Oddam po pogrzebie tej łajzy! - fuknęłam i ruszyłam do drzwi. Wsiedliśmy do samochodu (Isco z tyłu za Alvaro, byle dalej ode mnie) i brunet zawiózł nas prosto do studia.
Franek oczywiście wyskoczył pierwszy i popędził jakby go diabeł gonił... W sumie uciekał ode mnie.
-Panno Aregall? - Alvaro chwycił mnie za rękę.
-Wykastruje go jak zawali mi sesję! - pomstowałam pod nosem.
-Nie wątpię - ujął moją twarz w dłonie i pocałował. Złość na braciszka uleciała. - Pa, królewno.
-Hala Madrid - odpowiedziałam odruchowo i wysiadłam. I tak zgładzę Isco.

Kilkanaście minut później przygotowywałam sprzęt, a Isco majstrował coś przy suwaku bluzy.
-Jak to możliwe, że jesteś fotografem i nigdy nie zrobiłaś zdjęcia Vazquezowi? - zastanawiał się, gdy ustawiałam aparat.
-Bo jestem głównie fotografem Realu Madryt.
-Ale czasem masz też zagraniczne sesje.
-Piłkarzy. Gamoniu, jakbym chciała już dawno byłabym ulubionym fotografem Karla, ale nie chcę. 
-Jakiego Karla?
-Lagerfelda.
-A kto to?
-Nie pogrążaj się. Lubię swoją pracę i lubię krzyczeć na ciebie.
-Tylko nie dziś, bo wiesz - przyłożył dłoń do czoła.
-Ładna jest ta modelka.
-Która?
-Ta, z którą masz sesje.
-A czego to sesja?
-Nike. Nowa kolekcja strojów do biegania.
-Ale ja nie biegam poza treningami.
-A kogo to obchodzi? - przewróciłam oczami. - Idź się ubierz, bo zaraz wrzasnę.
-Dobra, dobra... Ale nie wiedziałem, że pracujesz dla Nike.
-Pracuję dla każdego w branży sportowej, tu nazwisko Veerle Aregall znaczy sukces.
-Przesadzasz...
-Zaraz....
-Idę! - przerwał mi i zniknął. - A wiesz zapomniałem ci powiedzieć radosną wieść! - wrócił.
-Oby to była naprawdę dobra wieść - chwyciłam statyw niczym kij bejsbolowy.
-Zostawiłem wczoraj w nocy Victorię! - wyszczerzył się. - To opijałem z Sarabią! Chciałem was obudzić, ale słychać było, że Bartra był zajęty, Vazquez spał tak spokojnie, a ty jak zwykle gadałaś, więc odpuściłem.
-Gadałam? - drgnęłam.
-Ronaldo, nie ta noga! Do przodu, tyłu... Benzema, majtki... - podrapał się po głowie. - Takie głupoty.
-Gratuluję pójścia po rozum do głowy - uśmiechnęłam się.
-Dzięks, sis - wypiął dumnie pierś i pomaszerował do garderoby.
Benzema, majtki? Naprawdę już nie ma mi się co śnić tylko jego glamour gacie?


Sesja mi się udała i miałam sporo dobrych zdjęć. Isco odmaszerował, więc mogłam w spokoju się nimi zająć. Spakowałam się i wyruszyłam do swojego biura. 
Rozsiadłam się za biurkiem, zdjęłam szpilki i założyłam nogi na blat. Na kolanach położyłam sobie komputer i powoli przerabiałam fotki.
Na biurku zawibrował telefon.
Benzema: Zrobisz mi sesję?
Veerle: Ile dajesz?
Benzema: Nie pytasz czego?
Veerle: A czego Ty niby możesz chcieć sesje? Oczywiście, że swoich majtek.
Benzema: Zgadłaś! Ale skąd wiedziałaś?
Veerle: Śnią mi się po nocach.
Benzema: Razem z moim seksownym tyłeczkiem? ^^
Veerle: Lecz się, durniu :P
Benzema: Zapłacę dobrze, bo zdjęcia mają być lepsze niż te Ronaldo.
Veerle: Niby które Ronaldo?
Benzema: Nie wypieraj się! Pod zdjęciami jego majtek jest Twoje logo!
Veerle: Karim, oddychaj, nie wypieram się. Biorę :D
Benzema: No :D Mój agent wyśle Ci szczegóły.
-Veerle? - w drzwiach stanęła moja sekretarka Paloma.
-Tak? - zerknęłam na nią.
-Masz gościa.
-Kogo mi tu jeszcze diabli nanieśli? - mruknęłam po holendersku. - Proś - wstałam i założyłam buty.
-Cześć, piękna! - zawołała śliczna blondynka i cmoknęła mnie w dwa policzki. - Potrzebuję rady - usiadła. - Nie wiem czemu przyszłam do ciebie, przecież tylko się kolegujemy - westchnęła i przymknęła oczy. - Ale nieoczekiwanie Benzema i Ramos, moi kumple, sporządnieli, pozakładali rodziny... Sarabia mi urwie łeb jak tylko mu powiem... Ozil to degenerat, bo zdradził Mandy, więc jego rady nic mi nie dadzą... A Callejon zawsze wszystko wypapla - nawijała. - Veerle - spojrzała na mnie przerażona.
-Umarł ktoś? - szepnęłam.
-Całowałam się z Jamesem Rodriguezem.
-Unice, Przecież jesteś z Moratą...
-Właśnie!




Oto kolejny odcinek. Oraz moje pierwsze słowa pod postem :)
Bardzo chciałabym, żeby z tego opowiadania wyszło coś więcej niż kilka notek początkowych.
Postanowiłam złączyć fabułą to opowiadanie z opowiadaniem o Unice i Ally'm ---> klik
Bo ja nadal uwielbiam Moratę, a Unice jest jego idealnym uzupełnieniem. Ally przeszedł do Juve, zamieszkał w pięknym Turynie, a panna Torres? To będzie wątek poboczny, Veerle ma inny charakter, innych przyjaciół i inne doświadczenia życiowe. 

Pozdro, Vinga :*